Niestety w wielu miejscach tylko w teorii. To smutne, ale prawdziwe. Ośmielę się stwierdzić, że panuje ciche przyzwolenie dorosłych na kupowanie alkoholu przez nieletnich. Niektórzy rodzice wręcz wysyłają swoje dzieci po piwo, nie widząc w tym nic zdrożnego. Inni uważają, że przecież każdy musi kiedyś wszystkiego spróbować, więc czemu nie miałby tego zrobić w wakacje. Kupić browar można. Dopóki nie wydarzy się jakieś nieszczęście. Prowokacje urządzane w sklepach z alkoholem niektórzy z nas znają z telewizji. Wytypowany małolat w miarę poważnie wyglądający – nie na osiemnaście wystarczy na szesnaście lat – wchodzi do sklepu i prosi o alkohol (o dwa czy trzy piwa) scenariusz dalszych zdarzeń powinien być jeden. Ekspedientka prosi o dowód, a jeśli kupujący go nie ma odmawia sprzedaży alkoholu. Ale zarówno media, jak i funkcjonariusze policji pokazują, że najczęściej scenariusze te układają się zupełnie inaczej. Albo od razu piwo podają, nie pytając nawet o wiek czy dowód, albo droczy się z nieletnim klientem. Proszę o dowód, ale wiadomo – zgubił się, nie zdążył się zabrać w pośpiechu, jeszcze się nie wyrobił, bo osiemnastka dopiero co była. Ekspedientki najpierw niby odmawiają, ale po chwili łaskawie dają się przebłagać, niby dając wiarę, że klient jest już jednak w słusznym wieku, by browarek sobie spożyć. Tymczasem okazuje się, że najczęstszą przyczyną agresji wśród młodzieży jest alkohol. Najbardziej chętna do wszczynania bójek jest młodzież, która upiła się więcej niż dziesięć razy w życiu. Uczestniczy ona w bójkach pięciokrotnie częściej niż rówieśnicy, którzy się nigdy nie upili. Bardzo wzrasta też liczba przestępstw i wykroczeń dokonywanych przez nieletnich pod wpływem alkoholu. Czy to jest w porządku? Na pewno nie!


